Nie zaczęło się od odpowiedzi.
Zaczęło się od pytania,
które przyszło za wcześnie
albo za późno
i już nie chciało odejść.
Było A.
Potem przyszło B.
Nie pytało o zgodę.
Zrobiło przeciąg w systemie.
Teraz jest C.
Nie lepsze. Nie gorsze.
Inne.
Z inną gęstością myśli
i inną mapą ciała.
Nie wrócisz do punktu wyjścia.
Nie dlatego, że coś straciłeś.
Dlatego, że już wiesz.
Mózg uczył się na skróty.
Ciało zapisywało przypisy drobnym drukiem.
Układ nerwowy liczył na to,
że w końcu go usłyszysz,
zanim zacznie krzyczeć.
Były autorytety.
Jedne z kamienia, inne z kartonu.
Byli tacy, którzy mówili:
„tak trzeba”
i tacy, przy których ciało
robiło pół kroku w tył.
Z czasem nauczyłeś się rozróżniać:
co jest wiedzą,
a co tylko głośnym głosem.
Chaos przestał być wrogiem.
Okazał się środowiskiem.
Miejscem, gdzie myśli
nie ustawiają się w kolejce,
bo nie muszą.
Dopamina przestała obiecywać zbawienie.
Sens wrócił wolniej,
ale został na dłużej.
Granice nie wyrosły jak mur.
Raczej jak linia brzegowa.
Czasem się cofają.
Czasem przypominają o sobie falą.
Nauczyłeś się mówić „nie”
bez wyjaśnień na trzy strony
i „tak”
bez potrzeby usprawiedliwienia.
Mała część w Tobie
przestała walić pięścią w drzwi.
Usiadła obok.
Czasem pokazuje palcem.
Czasem milczy.
To wystarczy.
Nie każda emocja jest Twoja.
Nie każda historia domaga się ciągu dalszego.
Nie każdy kontakt oznacza bliskość.
Ale czasem
w tym wszystkim
pojawia się moment,
w którym ciało się rozluźnia
bez powodu.
I to jest znak.
Nie oświecenia.
Nie końca drogi.
Tylko tego,
że przez chwilę
jesteś w sobie
na właściwym poziomie głośności.

